Witam... Przepraszam, że was zawodłam, ale brak weny oraz czasu mnie przytłoczył. Ale wracam. Tym razem na pewno. Zapraszam na Wattpada "Niezgodna Nadzieja // Zakończone" oraz "Zbuntowana Nadzieja" w trakcie. Wszystko juz działa! Czekam na was i licze na vote's (gwiazdki) i komentarze!
Pozdrawiam cieplutko
M. Aka Cysiaa
I JESZCZE DZIEKUJE ZA 9,5 TYS WYSWIETLEN!! WOW ! KOCHAM WAS :*
Nasze wybory nigdy nas nie zmienią.
Co by było, gdyby Tris się nie urodziła? Gdyby ktoś inny był na jej miejscu? Czy...doszło by do rewolucji i tylu zbrodni? W takiej sytuacji jest Susie Rose River, przygarnięta i wychowywana przez rodzinę Altruistów szesnastolatka. Spokój to pojęcie względne, w zaciszu szarego domu odbywa się prawdziwy dramat, przez który matka dziewczyny popełnia samobójstwo, a przyrodnia siostra ucieka do innej frakcji. Co zrobi Susie? Jak potoczą się dalsze losy miasta? Przekonaj się!
wtorek, 29 grudnia 2015
sobota, 15 sierpnia 2015
Przeprosiny i przenosiny!
Przepraszam moi drodzy! Nie było mnie prawie przez 1, 5 miesiąca! :( mam nadzieję że ktoś tu jeszcze został!
Nie miałam weny, a prawie nikt nie komentowal co mnie dolowalo :( ale WRÓCIŁAM!!!
Chce przenieść bloga na Wattpada, ktory jest cudowną aplikacją ♥
Można ja ściągnąć w Google play :)
Opowiadanie znajdziecie pod nazwą
"Niezgodna Nadzieja"
Pozdrawiam
M.
Nie miałam weny, a prawie nikt nie komentowal co mnie dolowalo :( ale WRÓCIŁAM!!!
Chce przenieść bloga na Wattpada, ktory jest cudowną aplikacją ♥
Można ja ściągnąć w Google play :)
Opowiadanie znajdziecie pod nazwą
"Niezgodna Nadzieja"
Pozdrawiam
M.
środa, 24 czerwca 2015
Rozdział 4 Część 2 - Drugi Świat
"Świat dzieli się na dwa rodzaje ludzi. Jedni, którzy pragną miłości i drudzy, którzy ją poprostu dostają..." ~by my
CZYTASZ=KOMENTUJESZ :)
Perspektywa Erica
Ciemność. Pustka. Dwie rzeczy dręczące mnie od kilku godzin, może dni? Powietrze jest gęste i ciężkie. Trudno mi oddychać z powodu gorąca, potu spływającego mi po twarzy oraz czegoś co ściska moje żebra. Jęknąłem cicho i poczułem łupanie w głowie, jakby mały dzwoneczek w mojej głowie bił na alarm. Duszność. Wilgoć. Woda? Moje nagie stopy zamoczyły się w jakieś cieczy. Ze wszystkich stron poczulem zimne kropelki, które gdy spotykały się z moim ciałem szybko się nagrzewaly. Cisza. Plusk. Ostatnia kropelka spłynęła po mojej łydce. Myślałem, że utone, ale coś ciasno oplatalo moją klatkę piersiową. Poczułem nagły ból w ramieniu. Igła. Zastrzyk. Ogarnęła mnie nagła senność. Osunąłem się na suchą już podłogę. Strach. Ból. Anioł. Hope...
Perspektywa Jeanine
Siedziałam przy lśniącym białym biurku i wstukiwałam dane do duzego, niebieskiego komputera. Na mój długi granatowy paznokieć wbilam truskawkę, ktorej sok rozplynal się po moim palcu. Krew, pomyślałam na ten widok, ludzie tracą ją dla mnie, dla nas. Włożyłam owoc do blado różowych ust i wgryzlam się w niego. Był słodki, jak zwycięstwo które odniosę już niedługo. Sięgnęłam po chusteczkę z równo ułożonego stosu i wytarlam nią dłoń. Wyłaczylam komputer znów zmieniając hasło. Podeszłam do obszernego lustra i przejrzalam się w nim.
Nadal byłam czysta, nieskazitelna i dumna. Z mojego ciasnego koka wysunely się dwa pasma włosow ktore szybko włożyłam na swoje miejsce. Wygladzilam swoją granatowa sukienke i otworzyłam szklane drzwi. Od razu podbiegla do mnie Luna, moja asystentka zwerbowana z Prawości.
-Panno Matthews, na ulicach jest spokojnie, dokumenty związane z rozmieszczeniem...- zaczęła, ale uciszyłam ją gestem ręki.
-wyslij kolejny patrol.-zarządzilam
-już się robi -powiedziała i odeszla.
Szybkim krokiem udałam się do sali 516 i przekroczylam jej próg. Na metalowym, dużym łóżku leżał Eric.
Podeszłam do niego i westchnelam. Spał.
-Synu...-zaczęłam- co w ciebie wystąpiło? Byłeś taki idealny... zresztą ona też jest. Susan Poprostu znalazła sie w niewłaściym miejscu, ale ty? Mogłeś tyle zyskać a co masz dzieki niej? Kulę w plecach i krwotok wewnętrzny. Ale co z tego? Skoro ona i tak umiera. Na co to wszystko? Oh Ericu... Trochę się pogubiles, ale cię odnajdę. Obiecuje.-szepnelam i pocałowałam jego czoło mokre od potu.
Cisza w sali była niemal namacalna, a w tle słychać było tylko stukot moich obcasów. Dźwięk na który ludzie padają mi do stóp.
Perspektywa Hope
Mimo bólu i braku tchu złapałam Czterego za koszulę i przyciagnelam do siebie.
-ktoś jest na dachu-szepnelam mu na ucho słabym głosem.
Cała krew z jego twarzy odplynela. Krzyknął coś do reszty ale było już za późno. Jacyś ludzie obeszli nas dookoła i jeden zasmial się. Ian szybko wziął mnie na ręce i przycisnal do siebie.
-ten pociąg jest już zajęty- powiedział jeden z nich. Miał krótko ostrzyzone włosy i blizne nad brwią.
Patrząc na jego strój od razu zorientowałam się kto to. Bezfrakcyjni.
-oh. Doprawdy?- zapytał Cztery.
Przywódca bezdomnych zacisnął szczękę i wszyscy wyciagneli broń składająca się z jakiś ostrych narzedzi i kijów.
-nie!-wrzasnal Uriah.-Cztery dajmy spokój błagam! Susan potrzebuje pomocy! Ona... ona umiera-powiedział łamiącym się głosem.
Nie wiem dlaczego powiedział do mnie po imieniu, ale miał rację. Umieralam i czułam to w każdej komórce mojego ciała. Pot pojawił się na moim czole i zaczęło mi byc przeraźliwie zimno.
Cztery popatrzył na mnie i widziałam łzy w jego oczach. Moje serce się rozpadło. Bolało mnie jego cierpienie.
-Tobias Eaton.-powiedział przez zaciśnięte zeby Cztery.
-co?-zapytał zdezorientowany blondyn-bezfrakcyjny.
-Tobias Eaton. To ja.-powtórzył.
-idziecie z nami- powiedział twardo przywódca bezdomnych.
Mój były instruktor kiwnal głową i podszedł do Iana i mnie. Kiwnął głową do trzymającego mnie chłopaka a ten oddał mnie w ramiona Tobiasa. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i usiadł ze mną na podlodze wagonu nadal tuląc.
-Wytrzymaj... nie zostawiaj mnie...-szeptal mi do ucha.- kocham cię.-powiedział tak cicho że ledwo go usłyszałam.
-nigdzie się nie spiesze- powiedziałam z uśmiechem ledwo żywa, a onzasmial się przez łzy.
Zanim się zorientowalismy nasze usta zlaczyly się w pocałunku.
--------------------------------
Hej! Taki krociutki rozdzialik żeby naswietlic wam sytuację xd i perspektywa Jeanine! Xd dobranoc!
Pozdrawiam
M.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ :)
Perspektywa Erica
Ciemność. Pustka. Dwie rzeczy dręczące mnie od kilku godzin, może dni? Powietrze jest gęste i ciężkie. Trudno mi oddychać z powodu gorąca, potu spływającego mi po twarzy oraz czegoś co ściska moje żebra. Jęknąłem cicho i poczułem łupanie w głowie, jakby mały dzwoneczek w mojej głowie bił na alarm. Duszność. Wilgoć. Woda? Moje nagie stopy zamoczyły się w jakieś cieczy. Ze wszystkich stron poczulem zimne kropelki, które gdy spotykały się z moim ciałem szybko się nagrzewaly. Cisza. Plusk. Ostatnia kropelka spłynęła po mojej łydce. Myślałem, że utone, ale coś ciasno oplatalo moją klatkę piersiową. Poczułem nagły ból w ramieniu. Igła. Zastrzyk. Ogarnęła mnie nagła senność. Osunąłem się na suchą już podłogę. Strach. Ból. Anioł. Hope...
Perspektywa Jeanine
Siedziałam przy lśniącym białym biurku i wstukiwałam dane do duzego, niebieskiego komputera. Na mój długi granatowy paznokieć wbilam truskawkę, ktorej sok rozplynal się po moim palcu. Krew, pomyślałam na ten widok, ludzie tracą ją dla mnie, dla nas. Włożyłam owoc do blado różowych ust i wgryzlam się w niego. Był słodki, jak zwycięstwo które odniosę już niedługo. Sięgnęłam po chusteczkę z równo ułożonego stosu i wytarlam nią dłoń. Wyłaczylam komputer znów zmieniając hasło. Podeszłam do obszernego lustra i przejrzalam się w nim.
Nadal byłam czysta, nieskazitelna i dumna. Z mojego ciasnego koka wysunely się dwa pasma włosow ktore szybko włożyłam na swoje miejsce. Wygladzilam swoją granatowa sukienke i otworzyłam szklane drzwi. Od razu podbiegla do mnie Luna, moja asystentka zwerbowana z Prawości.
-Panno Matthews, na ulicach jest spokojnie, dokumenty związane z rozmieszczeniem...- zaczęła, ale uciszyłam ją gestem ręki.
-wyslij kolejny patrol.-zarządzilam
-już się robi -powiedziała i odeszla.
Szybkim krokiem udałam się do sali 516 i przekroczylam jej próg. Na metalowym, dużym łóżku leżał Eric.
Podeszłam do niego i westchnelam. Spał.
-Synu...-zaczęłam- co w ciebie wystąpiło? Byłeś taki idealny... zresztą ona też jest. Susan Poprostu znalazła sie w niewłaściym miejscu, ale ty? Mogłeś tyle zyskać a co masz dzieki niej? Kulę w plecach i krwotok wewnętrzny. Ale co z tego? Skoro ona i tak umiera. Na co to wszystko? Oh Ericu... Trochę się pogubiles, ale cię odnajdę. Obiecuje.-szepnelam i pocałowałam jego czoło mokre od potu.
Cisza w sali była niemal namacalna, a w tle słychać było tylko stukot moich obcasów. Dźwięk na który ludzie padają mi do stóp.
Perspektywa Hope
Mimo bólu i braku tchu złapałam Czterego za koszulę i przyciagnelam do siebie.
-ktoś jest na dachu-szepnelam mu na ucho słabym głosem.
Cała krew z jego twarzy odplynela. Krzyknął coś do reszty ale było już za późno. Jacyś ludzie obeszli nas dookoła i jeden zasmial się. Ian szybko wziął mnie na ręce i przycisnal do siebie.
-ten pociąg jest już zajęty- powiedział jeden z nich. Miał krótko ostrzyzone włosy i blizne nad brwią.
Patrząc na jego strój od razu zorientowałam się kto to. Bezfrakcyjni.
-oh. Doprawdy?- zapytał Cztery.
Przywódca bezdomnych zacisnął szczękę i wszyscy wyciagneli broń składająca się z jakiś ostrych narzedzi i kijów.
-nie!-wrzasnal Uriah.-Cztery dajmy spokój błagam! Susan potrzebuje pomocy! Ona... ona umiera-powiedział łamiącym się głosem.
Nie wiem dlaczego powiedział do mnie po imieniu, ale miał rację. Umieralam i czułam to w każdej komórce mojego ciała. Pot pojawił się na moim czole i zaczęło mi byc przeraźliwie zimno.
Cztery popatrzył na mnie i widziałam łzy w jego oczach. Moje serce się rozpadło. Bolało mnie jego cierpienie.
-Tobias Eaton.-powiedział przez zaciśnięte zeby Cztery.
-co?-zapytał zdezorientowany blondyn-bezfrakcyjny.
-Tobias Eaton. To ja.-powtórzył.
-idziecie z nami- powiedział twardo przywódca bezdomnych.
Mój były instruktor kiwnal głową i podszedł do Iana i mnie. Kiwnął głową do trzymającego mnie chłopaka a ten oddał mnie w ramiona Tobiasa. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i usiadł ze mną na podlodze wagonu nadal tuląc.
-Wytrzymaj... nie zostawiaj mnie...-szeptal mi do ucha.- kocham cię.-powiedział tak cicho że ledwo go usłyszałam.
-nigdzie się nie spiesze- powiedziałam z uśmiechem ledwo żywa, a onzasmial się przez łzy.
Zanim się zorientowalismy nasze usta zlaczyly się w pocałunku.
--------------------------------
Hej! Taki krociutki rozdzialik żeby naswietlic wam sytuację xd i perspektywa Jeanine! Xd dobranoc!
Pozdrawiam
M.
czwartek, 11 czerwca 2015
Rozdział 3 Część 2 - Czas Nadszedł
"Mówią, że odważny jest lew, ale jeśli jest królem dżungli to kogo ma się bać? Bohaterowie to mrówki. Codziennie stąpają po ziemi z obawą że w każdej sekundzie ktoś może je zabić" ~by my
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! :)
Perspektywa Erica
Nic mnie nie złamie. Jestem silny. Dam sobie radę ze wszystkim i wszystkimi. Jestem Eric Matthews. Jestem przywódcą.
Powtarzałem te słowa jak regułkę do nauki na pamięć, aby nigdy w siebie nie zwątpić. Zacisnalem zęby kiedy specjalna maszyna zaszywala mi rany zadane nożem 'za karę'. Już nic nie miało znaczenia. Ona żyje. Jest ciała i słyszalem jej głos. Kiedy aparatura skończyła nadal byłem przywiazany pasami do fotela, a jakaś Erudytka maskowała moje siniaki i blizny. Fuknalem na nią i splunalem obok jej buta, a ona wzdrygnela się i odbiegla kilka metrów do tylu. Nawet jeśli jestem związany boi się mnie. Uśmiechalem się do siebie. Jestem przywódcą. Nic mnie nie złamie. Do sali weszła Jeanine z dwoma strażnikami i odprawiła 'służącą'. Podeszła do mnie pewnie i uśmiechnela się.
-Jak się czujesz Ericu? Nadal niepokonany?-zapytała, a ja zasmialem się.
-Jesteś śmieszna.-odpieram- jestem przywódcą, Nieustraszonym i twoim synem. Myślisz że złamie mnie rażenie prądem, ranienie nożem, bicie, lamanie kości, topienie, czy symulacje? -zapytałem z kpiną.
-cóż za puste i egoistyczne stwierdzenia. Co ta dziewczyna ci zrobiła synu? -pyta z mlasknieciem dezaprobaty. - a pomyśl jacy moglibyśmy być szczęśliwi, możemy mieć władze, naukę i siebie. Wszyscy by nas wielbili a ja pozwolilabym ci zatrzymać tę dziewuche gdybyś ją okiełznał i trzymał krotko. Nie podoba ci sie układ?-pyta i przykłada dłoń do mojego policzka.
Pasy mnie puszczają, a ja szybko strącam jej rękę.
-nasza przyszłość nigdy nie będzie wspólna. -sycze- albo umrzesz ty albo ja.-mówię i wychodze z pomieszczenia.
"Pozwolilabym ci zatrzymać tę dziewuche gdybyś ją okiełznał i trzymał krótko." To zdanie odbijało się echem w mojej głowie. Być razem, na zawsze z Hope, ale zamknąć jej temperament i charakter w klatce, to jak zabicie jej duszy, a za nią kocham ją najbardziej. Krzywie się i zbiegam schodami na dół. Staję przed wejściem gdzie czekają na mnie moi żołnierze i daję im znak że ruszamy. Wskazujemy do ciężarówek i bierzemy broń do rąk. Pojazdy odpalily, a ja zadrzalem. Jestem Eric Matthews. Jestem przywódcą. Nic mnie nie złamie. Jestem... zdrajcą. Jestem zakochany. Żyje tylko dla niej. Walczę po to by żyła...
Perspektywa Hope
Nigdy nie przejmowalam się przeszkodami ani za długo się nie bałam. Dostosowywalam się do danej sytuacji i czerpalam z niej jak najwięcej dobrego. Nie wiem co się ze mną dzieję ani co bedzie dalej ale jedno jest pewne. Muszę walczyć. Biegiem ruszyłam w stronę sypialni Nieustraszonych i kiedy wpadłam przez drzwi wszyscy siedzieli w salonie i o czymś rozmawiali. Na szczęście mię zauważyli mnie, więc wsłuchałam się w ich słowa...
-Coś się dzieje a ona ewidentnie dużo przed nami ukrywa-powiedział Peter. Wielkie dzięki.
-Wie więcej niż chce nam powiedzieć. -odparł Ian. I ty Brutusie przeciwko mnie?
-Przesadzacie. W ogóle jej nie rozumiecie. Dopiero co przeszła morderczy nowicjat. Ma szesnaście lat, a wy oczekujecie od niej dorosłych decyzji. To że się głodzi jest niedorzeczne. Przecież żyje i ma tyle samo siły co zawsze. Na pewno każdemu z was dałaby popalic. Ale jednak to nadal dziecko. Jak ja. - mówi Uriah - przeżyła wiecej niż wam się wydaje i nie uciekła. Da sobie radę a my nie mamy prawa w nią wątpić.
-co nie zmienia faktu że nie wiemy na czym stoimy. Nie oczekujemy dorosłych decyzji. Tylko jakichkolwiek decyzji. Mamy tak siedzieć i czekać na śmierć? -pyta ktoś z kpiną i uspokojeniem.
-nie... raczej... nie powinniśmy-mówi zmieszany Uriah.
-Nadal chcecie ją na przywódce?-pyta Cztery dziwnym tonem, a w pokoju zapada cisza. Jeśli teraz nie zareaguje stracą do mnie zaufanie. Mimo bólu brzucha i zawrotow głowy weszlam do salonu a wszystkie spojrzenia odwróciły się w moją stronę.
-Ruchy. Zbieramy się. Pracowałam nad planem ucieczki i wszystko dopracowalam. Dowiedzialam się od zauwanych straznikow muru ze wyruszyli dwadzieścia minut temu co daje nam dziesieć minut przewagi. Chyba.-kończę, a na ich twarzach widać zmieszanie, ulgę, zaniepokojenie i satysfakcje.
-Okay. Szybko. Fajnie że zebralas się do kupy.-mówi Ian z usmiechem.
-Tak. Fajnie że we mnie nie wątpiłeś- odparłam opryskliwie, a kiedy miał coś powiedzieć rzuciłam w niego karabinem ktory złapał w powietrzu.
Wszyscy zostali obdarowani bronią, a Cztery odezwał się.
-Czy pistolety nie byly przypadkiem zamknięte i zakazane?- uniósł brwi
-Może...-mówię z psotnym uśmiechem
A Uriah zasmial się.
-Cała Hope...-odparł
I wtedy usłyszałam głos. Jego głos.
'-Jeśli nadal tam jesteście to uciekajcie. Teraz!' Wrzasnal mi do ucha Eric, a raczej do kolczyka.
-kiedy ruszamy?-pyta Ian
-Teraz! Ruchy! Za mną!!!-wrzeszcze i rzucam się biegiem.
Słyszę za sobą tupot stóp reszty i ich przyspieszone oddechy kiedy wypadamy z domku.
w oddali czarne ciężarówki i słyszę jak odblokowują pistolety. Jakim cudem ja to słyszę! ? i czy Eric da pozwolenie na atak? I wtedy kule szybują w powietrzu. Jedna leci prosto w moje plecy, szybko odbijam ją kolbą pistoletu i wtedy ktoś wali się na mnie i przygwazdza mnie do ziemi. Dogonili nas. Leże na plecach pod jakimś Nieustraszonym z niebieską przepaska na przedramieniu. On uśmiecha się oblesnie i przykłada mi lufę do czoła. Szybko daję mu w prezencie mocny prawy sierpowy i odrzuca go do tylu. Szybko staje za jego plecami i skrecam mu kark. I wtedy widzę jak Eric walczy z Czterym. Bez namysłu biegnę w ich stronę i rzucam się na Erica, który upada pod moim ciężarem.
-Cztery! Pomóż reszcie- krzycze ochryplym głosem a on biegnie.
-co ty wyprawiasz!?-warczy Eric
Niewiem, mówię sobie w myślach.
-choć z nami, błagam-mówię łykając łzy
Skąd one się wzięły?! Widząc moj stan, położył mi jedną rękę na karku i chciał złączyć nasze usta, ale usłyszałm świst kuli, ale Eric zobaczyl to pierwszy. Popchnął mnie na ziemię i zakryl własnym ciałem. Dostał w plecy, jednak nie zwracając na to uwagi zastrzelil napastnika. Kilka osób zwróciło się w naszą stronę.
-uciekaj.-powiedział prawie szeptem, a kiedy nie ruszalam się, wrzasnal-Uciekaj!!!-rzuciłam mu ostatnie spojrzenie 'kocham cię' i Wstalam. uiszczeniu biec, a on strzelał do innych.
Czułam się rozbita i porzucona. Szczerze? Bałam się. Tak strasznie się bałam. Na moich barkach spoczywalo tyle rzeczy. Jednak to był inny rodzaj strachu. Nie paraliżujący i dziki, klujacy i rozprzestrzeniajacy się po całym ciele od środka. Kule znów zawisły w powietrzu i poczułam przeszywajacy ból w lewej łopatce, prawym udzie, prawym ramieniu i lewej lydce. Myślałam że zemdleje, ale pociski i tak wirowaly po torze śmierci. Przypommiałam sobie o mojej zdolności i kiedy naboje mają we mnie uderzyć, te miejsca rozczlonowuja się i kule przechodzą przezemnie. Wbiegam do lasu, a adrenalina zastępuje bol choć czuję na sobie krew. W oddali widzę pociąg, a z niego wychylal się Tobias. Jestem już blisko a Posłancy Erudycji są tylko o 30 metrów dalej. Cztery odsuwa się a ja łapie uchwyt i wskakuje do środka. Ian szybko zamyka klapę wagonu, a ja wpadam w ramiona Tobiasa. Drżę i oddycham płytko, jestem na granicy przerażenia i rozpaczy. Nie mogę płakać. Nie mogę. Nie teraz. Cztery gladzi moje włosy, a ja nadal dysze. Łzy pojawiają się pod powiekami razem z przytlaczajacym bólem w każdej komórce mojego ciała. Żeby odpedzic słone krople zaciskam dłonie na jego koszulhce.
-Tak się martwilem...-szepnął mi do ucha.
Nie wytrzymalam. Osunelam się w jego ramiona.
-Hope? -pyta Uriah, a Cztery mnie łapie.-Hope!-przerażony podbiega do mnie.
-Jest ranna!-mówi Ian, a Tobias kładzie mnie na podlodze wagonu.
-4 kule...-jęczy Uri
Nagle usłyszałam lomot nad nami. Coś albo ktoś jest na dachu.
Zastanawialam się tylko nad jednym.
Czy nasz czas nadszedł???
------------------------------------------
Hej!!! Jestem i jest next rozdzial ^^
Bardzo za wami tęsknię i czekam na wasz powrót. Ten rozdzial mi się podoba ^^ i widać sytuacje Erica ^^ jak myślicie? Co/kto jest na dachu? :D czekam na ajdije xd I dziękuję za 7.000 tysięcy wyświetlen! ♥
Pozdrawiam
M.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! :)
Perspektywa Erica
Nic mnie nie złamie. Jestem silny. Dam sobie radę ze wszystkim i wszystkimi. Jestem Eric Matthews. Jestem przywódcą.
Powtarzałem te słowa jak regułkę do nauki na pamięć, aby nigdy w siebie nie zwątpić. Zacisnalem zęby kiedy specjalna maszyna zaszywala mi rany zadane nożem 'za karę'. Już nic nie miało znaczenia. Ona żyje. Jest ciała i słyszalem jej głos. Kiedy aparatura skończyła nadal byłem przywiazany pasami do fotela, a jakaś Erudytka maskowała moje siniaki i blizny. Fuknalem na nią i splunalem obok jej buta, a ona wzdrygnela się i odbiegla kilka metrów do tylu. Nawet jeśli jestem związany boi się mnie. Uśmiechalem się do siebie. Jestem przywódcą. Nic mnie nie złamie. Do sali weszła Jeanine z dwoma strażnikami i odprawiła 'służącą'. Podeszła do mnie pewnie i uśmiechnela się.
-Jak się czujesz Ericu? Nadal niepokonany?-zapytała, a ja zasmialem się.
-Jesteś śmieszna.-odpieram- jestem przywódcą, Nieustraszonym i twoim synem. Myślisz że złamie mnie rażenie prądem, ranienie nożem, bicie, lamanie kości, topienie, czy symulacje? -zapytałem z kpiną.
-cóż za puste i egoistyczne stwierdzenia. Co ta dziewczyna ci zrobiła synu? -pyta z mlasknieciem dezaprobaty. - a pomyśl jacy moglibyśmy być szczęśliwi, możemy mieć władze, naukę i siebie. Wszyscy by nas wielbili a ja pozwolilabym ci zatrzymać tę dziewuche gdybyś ją okiełznał i trzymał krotko. Nie podoba ci sie układ?-pyta i przykłada dłoń do mojego policzka.
Pasy mnie puszczają, a ja szybko strącam jej rękę.
-nasza przyszłość nigdy nie będzie wspólna. -sycze- albo umrzesz ty albo ja.-mówię i wychodze z pomieszczenia.
"Pozwolilabym ci zatrzymać tę dziewuche gdybyś ją okiełznał i trzymał krótko." To zdanie odbijało się echem w mojej głowie. Być razem, na zawsze z Hope, ale zamknąć jej temperament i charakter w klatce, to jak zabicie jej duszy, a za nią kocham ją najbardziej. Krzywie się i zbiegam schodami na dół. Staję przed wejściem gdzie czekają na mnie moi żołnierze i daję im znak że ruszamy. Wskazujemy do ciężarówek i bierzemy broń do rąk. Pojazdy odpalily, a ja zadrzalem. Jestem Eric Matthews. Jestem przywódcą. Nic mnie nie złamie. Jestem... zdrajcą. Jestem zakochany. Żyje tylko dla niej. Walczę po to by żyła...
Perspektywa Hope
Nigdy nie przejmowalam się przeszkodami ani za długo się nie bałam. Dostosowywalam się do danej sytuacji i czerpalam z niej jak najwięcej dobrego. Nie wiem co się ze mną dzieję ani co bedzie dalej ale jedno jest pewne. Muszę walczyć. Biegiem ruszyłam w stronę sypialni Nieustraszonych i kiedy wpadłam przez drzwi wszyscy siedzieli w salonie i o czymś rozmawiali. Na szczęście mię zauważyli mnie, więc wsłuchałam się w ich słowa...
-Coś się dzieje a ona ewidentnie dużo przed nami ukrywa-powiedział Peter. Wielkie dzięki.
-Wie więcej niż chce nam powiedzieć. -odparł Ian. I ty Brutusie przeciwko mnie?
-Przesadzacie. W ogóle jej nie rozumiecie. Dopiero co przeszła morderczy nowicjat. Ma szesnaście lat, a wy oczekujecie od niej dorosłych decyzji. To że się głodzi jest niedorzeczne. Przecież żyje i ma tyle samo siły co zawsze. Na pewno każdemu z was dałaby popalic. Ale jednak to nadal dziecko. Jak ja. - mówi Uriah - przeżyła wiecej niż wam się wydaje i nie uciekła. Da sobie radę a my nie mamy prawa w nią wątpić.
-co nie zmienia faktu że nie wiemy na czym stoimy. Nie oczekujemy dorosłych decyzji. Tylko jakichkolwiek decyzji. Mamy tak siedzieć i czekać na śmierć? -pyta ktoś z kpiną i uspokojeniem.
-nie... raczej... nie powinniśmy-mówi zmieszany Uriah.
-Nadal chcecie ją na przywódce?-pyta Cztery dziwnym tonem, a w pokoju zapada cisza. Jeśli teraz nie zareaguje stracą do mnie zaufanie. Mimo bólu brzucha i zawrotow głowy weszlam do salonu a wszystkie spojrzenia odwróciły się w moją stronę.
-Ruchy. Zbieramy się. Pracowałam nad planem ucieczki i wszystko dopracowalam. Dowiedzialam się od zauwanych straznikow muru ze wyruszyli dwadzieścia minut temu co daje nam dziesieć minut przewagi. Chyba.-kończę, a na ich twarzach widać zmieszanie, ulgę, zaniepokojenie i satysfakcje.
-Okay. Szybko. Fajnie że zebralas się do kupy.-mówi Ian z usmiechem.
-Tak. Fajnie że we mnie nie wątpiłeś- odparłam opryskliwie, a kiedy miał coś powiedzieć rzuciłam w niego karabinem ktory złapał w powietrzu.
Wszyscy zostali obdarowani bronią, a Cztery odezwał się.
-Czy pistolety nie byly przypadkiem zamknięte i zakazane?- uniósł brwi
-Może...-mówię z psotnym uśmiechem
A Uriah zasmial się.
-Cała Hope...-odparł
I wtedy usłyszałam głos. Jego głos.
'-Jeśli nadal tam jesteście to uciekajcie. Teraz!' Wrzasnal mi do ucha Eric, a raczej do kolczyka.
-kiedy ruszamy?-pyta Ian
-Teraz! Ruchy! Za mną!!!-wrzeszcze i rzucam się biegiem.
Słyszę za sobą tupot stóp reszty i ich przyspieszone oddechy kiedy wypadamy z domku.
w oddali czarne ciężarówki i słyszę jak odblokowują pistolety. Jakim cudem ja to słyszę! ? i czy Eric da pozwolenie na atak? I wtedy kule szybują w powietrzu. Jedna leci prosto w moje plecy, szybko odbijam ją kolbą pistoletu i wtedy ktoś wali się na mnie i przygwazdza mnie do ziemi. Dogonili nas. Leże na plecach pod jakimś Nieustraszonym z niebieską przepaska na przedramieniu. On uśmiecha się oblesnie i przykłada mi lufę do czoła. Szybko daję mu w prezencie mocny prawy sierpowy i odrzuca go do tylu. Szybko staje za jego plecami i skrecam mu kark. I wtedy widzę jak Eric walczy z Czterym. Bez namysłu biegnę w ich stronę i rzucam się na Erica, który upada pod moim ciężarem.
-Cztery! Pomóż reszcie- krzycze ochryplym głosem a on biegnie.
-co ty wyprawiasz!?-warczy Eric
Niewiem, mówię sobie w myślach.
-choć z nami, błagam-mówię łykając łzy
Skąd one się wzięły?! Widząc moj stan, położył mi jedną rękę na karku i chciał złączyć nasze usta, ale usłyszałm świst kuli, ale Eric zobaczyl to pierwszy. Popchnął mnie na ziemię i zakryl własnym ciałem. Dostał w plecy, jednak nie zwracając na to uwagi zastrzelil napastnika. Kilka osób zwróciło się w naszą stronę.
-uciekaj.-powiedział prawie szeptem, a kiedy nie ruszalam się, wrzasnal-Uciekaj!!!-rzuciłam mu ostatnie spojrzenie 'kocham cię' i Wstalam. uiszczeniu biec, a on strzelał do innych.
Czułam się rozbita i porzucona. Szczerze? Bałam się. Tak strasznie się bałam. Na moich barkach spoczywalo tyle rzeczy. Jednak to był inny rodzaj strachu. Nie paraliżujący i dziki, klujacy i rozprzestrzeniajacy się po całym ciele od środka. Kule znów zawisły w powietrzu i poczułam przeszywajacy ból w lewej łopatce, prawym udzie, prawym ramieniu i lewej lydce. Myślałam że zemdleje, ale pociski i tak wirowaly po torze śmierci. Przypommiałam sobie o mojej zdolności i kiedy naboje mają we mnie uderzyć, te miejsca rozczlonowuja się i kule przechodzą przezemnie. Wbiegam do lasu, a adrenalina zastępuje bol choć czuję na sobie krew. W oddali widzę pociąg, a z niego wychylal się Tobias. Jestem już blisko a Posłancy Erudycji są tylko o 30 metrów dalej. Cztery odsuwa się a ja łapie uchwyt i wskakuje do środka. Ian szybko zamyka klapę wagonu, a ja wpadam w ramiona Tobiasa. Drżę i oddycham płytko, jestem na granicy przerażenia i rozpaczy. Nie mogę płakać. Nie mogę. Nie teraz. Cztery gladzi moje włosy, a ja nadal dysze. Łzy pojawiają się pod powiekami razem z przytlaczajacym bólem w każdej komórce mojego ciała. Żeby odpedzic słone krople zaciskam dłonie na jego koszulhce.
-Tak się martwilem...-szepnął mi do ucha.
Nie wytrzymalam. Osunelam się w jego ramiona.
-Hope? -pyta Uriah, a Cztery mnie łapie.-Hope!-przerażony podbiega do mnie.
-Jest ranna!-mówi Ian, a Tobias kładzie mnie na podlodze wagonu.
-4 kule...-jęczy Uri
Nagle usłyszałam lomot nad nami. Coś albo ktoś jest na dachu.
Zastanawialam się tylko nad jednym.
Czy nasz czas nadszedł???
------------------------------------------
Hej!!! Jestem i jest next rozdzial ^^
Bardzo za wami tęsknię i czekam na wasz powrót. Ten rozdzial mi się podoba ^^ i widać sytuacje Erica ^^ jak myślicie? Co/kto jest na dachu? :D czekam na ajdije xd I dziękuję za 7.000 tysięcy wyświetlen! ♥
Pozdrawiam
M.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Rozdział 2 część 2 - Szklany Pył
"Kiedy się śpieszysz, życie umyka ci między palcami, a kiedy jesteś powolny trwa za długo. Sposób? Carpe diem!" ~by my
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
bardzo proszę o komentarze, bo martwię się ze mnie opusciliscie, ponieważ trochę was zaniedbalam. Przepraszam!
Podniosłam się do pozycji siedzącej i chciałam obudzić Tobiasa, lecz kiedy na niego spojrzalam nie miałam do tego serca. Jego czoło było lekko zmarszczone, a uśmiech był widoczny na jego śpiącej twarzy. Kiedy śpi wygląda jeszcze młodziej i wygląda na zrelaksowanego i spokojnego, a nie mającego na głowie powstanie. Wzdycham i wstaję. Idę do łazienki z zamiarem wzięcia prysznica, ale wtedy na schodach pojawia się Uriah. Kiedy staje na ich szczycie patrzy zdziwiona to na mnie to na Czterego.
-Cześć Uri-mówię, a on posyła mi zamieszane spojrzenie- to nie tak!-bronie się, a mój głos jest o oktawe wyższy.- omawialismy plany do późna i usnelismy. -tłumacze.
Na twarzy mojego przyjaciela widać zaniepokojenie i poniekąd ulgę. Powoli do mnie podchodzi i wręcza mi nowe ubrania. Z wachaniem przytula mnie i szepcze.
-wiesz że możesz powiedziec mi wszystko?-pyta, a ja kiwam głową.
-a ty też o tym wiesz-?-również zadaje pytanie na co Uriah się uśmiecha.
Po chwili znika na dole.
Idę do łazienki, biorę szybki prysznic i ubieram brazowy kombinezon który dostałam. Tym razem nie wiąże chusty żeby ukryć tatuaż tylko zakrywam go korektorem i pudrem. Tak dokładnie jak to możliwe. Włosy znów wiąże w kok. Kiedy kończe się przygotowywac po raz pierwszy zadaje sobie pytania, gdzie jest Stella i Nasi Ojcowie? Co się dzieję z Ericem? Co z nami wszystkimi będzie? Biorę kosmetyki i kucam przed twarzą Tobiasa. Delikatnie nakładam korektor na tatuaż na jego obojczykach, a gdy kończe łapie mnie za nadgarstek i mocno ściska. Ałć.
-Cztery to ja- jecze, a on otwiera oczy.
Gdy orientuje się co robi szybko puszcza moją rękę i mówi.
- przepraszam, myślalem że to on. -jaką sie spiety.
-spokojnie, zapomij o nim. -mówie prawie szeptem.
-próbowałem już tysiace razy...-mówi zrezygnowany
-Spróbuj tysiąc pierwszy, dla mnie...-proponuje, a on patrzy mi w oczy.
-zgoda.-odpiera w końcu.
Uśmiecham się łagodnie, a Cztery wstaje. Kieruje sie do łazienki, a ja kładę się na łóżku i biorę głęboki wdech. Kiedy Tobias wraca rzucam na niego okiem. Założył koszulke z krótkim rękawem w cudowny sposób podkreślajaca jego wyrobione mięśnie. Podnoszę się szybko, a na mój policzek wpelza rumieniec. Mam nadzieję że nie zauważyl że się na niego gapilam...
-Cztery muszę ci coś powiedzieć. -mówię i zastanawiam się czy wspomnieć o kolczykach i Ericu..
-hm?-pyta
-mamy kilka godzin-wypalam
-em co?-pyta zdziwiony
-nie mogę powiedziec wiecej, ale zaufaj mi. Teraz coś zjemy i potem wyruszamy.-mówię
-Eh... zgoda-mówi i przeczesuje włosy palcami. Są one trochę dłuższe niż wcześniej.
Kiedy idziemy do ogromnego pomieszczenia-jadalni jest tam już około setka osób. Wszedzie są rośliny i drewniane stoły, a gwar tu panujący przypomina mi Nieustraszoność. Bardzo mi tego brakowało... idę po tacę i staję w kolejce. Kiedy jestem już blisko zauważam Uriaha stojącego kilka osób przedemną. Wiem że to niegrzeczne ale przepycham się do przodu.
-patrzcie tęcza!*- mowię i reszta się odwraca a ja jestem już obok mojego przyjaciela.
-jedzenie tutaj to nie to samo co ciasto Nieustraszonych nieprawdaz?-pytam z udawana powag, a Uri parska śmiechem.
-prawdam, prawdam-odpiera i smiejemy się.
Nakladam sobie kromke chleba z masłem i kładę na to ser. Biorę jeszcze szklanke soku i siadam z resztą. Cztery i Uriah patrzą na mój talerz że zmarszczonymi brwiami lecz nie komentują mojego sposobu odżywiania się. Nie lubię dużo jeść, nigdy nie lubialam. Wdalam się w niezobowiazujaca pogawendke na temat tutejszych ciuchow i jedzenia, lecz po chwili czuję dziwny i niespodziewany ucisk w żołądku.
-przepraszam na chwilę.-powiedzialam szybko i zanim ktoś zdarzył zareagować szybko wybieglam z jadalni.
Kiedy byłam już w łazience oparlam czoło o zimne kafelki w czerwonym kolorze i złapałam się za brzuch. Co jest!? Pochyliłam się nad muszla klozetową i zwymiotowalam. Nagle poczułam prąd w policzku i szybko za niego złapałam. Co się dzieję! Kiedy odłożyłam od niego dłoń zaczęło się na niej skrzyć kilka kawaleczkow jakby szkła. Podbieglam do lustra i Wzdrygnelam się. Na mojej twarzy, pod okiem była dziura. Zwykła dziura a wokół niej w powietrzu wisiały kawałki mojego policzka przeistoczone w szkło albo diament. Szybko złapałam odłamki w dłonie i probowalam je umieścić z powrotem na swoje miejsce. Panika ogarnela mnie całą, a łza która splynela również stała się szklanym pyłem. W pomieszczeniu pociemnialo i widoczne były niebieskie linie prądu. Poczułam się niesamowicie lekko kiedy kawałki mojego ciała rozsypywaly się w drobny diamentowy deszczyk i było to bardzo przyjemne. Oddalam się temu uczuciu, aż w końcu byłam tylko proszkiem unoszacym się w powietrzu dzięki jakiejś magnetycznej sile z mojego wnętrza. Nie czułam bicia serca, ani nke musialam oddychać, bo byłam powietrzem. Ale jak to możliwe? Jak wrócę do normalnej formy? Co się ze mną dzieję?! Zamknelam oczy i skupilam się. Musi się udać!!! Pomyślałam o moim ciele. O tatuazach i kolczykach. Po chwili poczułam pod plecami zimną podłogę. Szybko otworzyłam oczy i dotknelam swojej twarzy, ramion i brzucha. Byłam cała. Wstalam lecz potem zaraz usiadlam bo okropnie zakrecilo mi się w głowie. Czułam jakby w moich żyłach płynął prąd a nie krew. Nadal nie mogłam uwierzyć w to co sie stało. Powoli Wstalam i wyszłam z łazienki.
Nie wiedziałam co zrobić, gdzie pójść, komu o tym powiedzieć, ale uświadomiłam sobie jedno. Ta zdolność może mi pomóc w walce. Udała się więc do jakiejś starej szopy i zaczęłam ćwiczyć.
-----------------------
Przepraszam że taki krótki ale jest! Taki prezent na dzień dziecka! Jak myślicie dlaczego Hope tak potrafi?
Pozdrawiam
M.
*cytat -wypowiedz Petera z filmu
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
bardzo proszę o komentarze, bo martwię się ze mnie opusciliscie, ponieważ trochę was zaniedbalam. Przepraszam!
Podniosłam się do pozycji siedzącej i chciałam obudzić Tobiasa, lecz kiedy na niego spojrzalam nie miałam do tego serca. Jego czoło było lekko zmarszczone, a uśmiech był widoczny na jego śpiącej twarzy. Kiedy śpi wygląda jeszcze młodziej i wygląda na zrelaksowanego i spokojnego, a nie mającego na głowie powstanie. Wzdycham i wstaję. Idę do łazienki z zamiarem wzięcia prysznica, ale wtedy na schodach pojawia się Uriah. Kiedy staje na ich szczycie patrzy zdziwiona to na mnie to na Czterego.
-Cześć Uri-mówię, a on posyła mi zamieszane spojrzenie- to nie tak!-bronie się, a mój głos jest o oktawe wyższy.- omawialismy plany do późna i usnelismy. -tłumacze.
Na twarzy mojego przyjaciela widać zaniepokojenie i poniekąd ulgę. Powoli do mnie podchodzi i wręcza mi nowe ubrania. Z wachaniem przytula mnie i szepcze.
-wiesz że możesz powiedziec mi wszystko?-pyta, a ja kiwam głową.
-a ty też o tym wiesz-?-również zadaje pytanie na co Uriah się uśmiecha.
Po chwili znika na dole.
Idę do łazienki, biorę szybki prysznic i ubieram brazowy kombinezon który dostałam. Tym razem nie wiąże chusty żeby ukryć tatuaż tylko zakrywam go korektorem i pudrem. Tak dokładnie jak to możliwe. Włosy znów wiąże w kok. Kiedy kończe się przygotowywac po raz pierwszy zadaje sobie pytania, gdzie jest Stella i Nasi Ojcowie? Co się dzieję z Ericem? Co z nami wszystkimi będzie? Biorę kosmetyki i kucam przed twarzą Tobiasa. Delikatnie nakładam korektor na tatuaż na jego obojczykach, a gdy kończe łapie mnie za nadgarstek i mocno ściska. Ałć.
-Cztery to ja- jecze, a on otwiera oczy.
Gdy orientuje się co robi szybko puszcza moją rękę i mówi.
- przepraszam, myślalem że to on. -jaką sie spiety.
-spokojnie, zapomij o nim. -mówie prawie szeptem.
-próbowałem już tysiace razy...-mówi zrezygnowany
-Spróbuj tysiąc pierwszy, dla mnie...-proponuje, a on patrzy mi w oczy.
-zgoda.-odpiera w końcu.
Uśmiecham się łagodnie, a Cztery wstaje. Kieruje sie do łazienki, a ja kładę się na łóżku i biorę głęboki wdech. Kiedy Tobias wraca rzucam na niego okiem. Założył koszulke z krótkim rękawem w cudowny sposób podkreślajaca jego wyrobione mięśnie. Podnoszę się szybko, a na mój policzek wpelza rumieniec. Mam nadzieję że nie zauważyl że się na niego gapilam...
-Cztery muszę ci coś powiedzieć. -mówię i zastanawiam się czy wspomnieć o kolczykach i Ericu..
-hm?-pyta
-mamy kilka godzin-wypalam
-em co?-pyta zdziwiony
-nie mogę powiedziec wiecej, ale zaufaj mi. Teraz coś zjemy i potem wyruszamy.-mówię
-Eh... zgoda-mówi i przeczesuje włosy palcami. Są one trochę dłuższe niż wcześniej.
Kiedy idziemy do ogromnego pomieszczenia-jadalni jest tam już około setka osób. Wszedzie są rośliny i drewniane stoły, a gwar tu panujący przypomina mi Nieustraszoność. Bardzo mi tego brakowało... idę po tacę i staję w kolejce. Kiedy jestem już blisko zauważam Uriaha stojącego kilka osób przedemną. Wiem że to niegrzeczne ale przepycham się do przodu.
-patrzcie tęcza!*- mowię i reszta się odwraca a ja jestem już obok mojego przyjaciela.
-jedzenie tutaj to nie to samo co ciasto Nieustraszonych nieprawdaz?-pytam z udawana powag, a Uri parska śmiechem.
-prawdam, prawdam-odpiera i smiejemy się.
Nakladam sobie kromke chleba z masłem i kładę na to ser. Biorę jeszcze szklanke soku i siadam z resztą. Cztery i Uriah patrzą na mój talerz że zmarszczonymi brwiami lecz nie komentują mojego sposobu odżywiania się. Nie lubię dużo jeść, nigdy nie lubialam. Wdalam się w niezobowiazujaca pogawendke na temat tutejszych ciuchow i jedzenia, lecz po chwili czuję dziwny i niespodziewany ucisk w żołądku.
-przepraszam na chwilę.-powiedzialam szybko i zanim ktoś zdarzył zareagować szybko wybieglam z jadalni.
Kiedy byłam już w łazience oparlam czoło o zimne kafelki w czerwonym kolorze i złapałam się za brzuch. Co jest!? Pochyliłam się nad muszla klozetową i zwymiotowalam. Nagle poczułam prąd w policzku i szybko za niego złapałam. Co się dzieję! Kiedy odłożyłam od niego dłoń zaczęło się na niej skrzyć kilka kawaleczkow jakby szkła. Podbieglam do lustra i Wzdrygnelam się. Na mojej twarzy, pod okiem była dziura. Zwykła dziura a wokół niej w powietrzu wisiały kawałki mojego policzka przeistoczone w szkło albo diament. Szybko złapałam odłamki w dłonie i probowalam je umieścić z powrotem na swoje miejsce. Panika ogarnela mnie całą, a łza która splynela również stała się szklanym pyłem. W pomieszczeniu pociemnialo i widoczne były niebieskie linie prądu. Poczułam się niesamowicie lekko kiedy kawałki mojego ciała rozsypywaly się w drobny diamentowy deszczyk i było to bardzo przyjemne. Oddalam się temu uczuciu, aż w końcu byłam tylko proszkiem unoszacym się w powietrzu dzięki jakiejś magnetycznej sile z mojego wnętrza. Nie czułam bicia serca, ani nke musialam oddychać, bo byłam powietrzem. Ale jak to możliwe? Jak wrócę do normalnej formy? Co się ze mną dzieję?! Zamknelam oczy i skupilam się. Musi się udać!!! Pomyślałam o moim ciele. O tatuazach i kolczykach. Po chwili poczułam pod plecami zimną podłogę. Szybko otworzyłam oczy i dotknelam swojej twarzy, ramion i brzucha. Byłam cała. Wstalam lecz potem zaraz usiadlam bo okropnie zakrecilo mi się w głowie. Czułam jakby w moich żyłach płynął prąd a nie krew. Nadal nie mogłam uwierzyć w to co sie stało. Powoli Wstalam i wyszłam z łazienki.
Nie wiedziałam co zrobić, gdzie pójść, komu o tym powiedzieć, ale uświadomiłam sobie jedno. Ta zdolność może mi pomóc w walce. Udała się więc do jakiejś starej szopy i zaczęłam ćwiczyć.
-----------------------
Przepraszam że taki krótki ale jest! Taki prezent na dzień dziecka! Jak myślicie dlaczego Hope tak potrafi?
Pozdrawiam
M.
*cytat -wypowiedz Petera z filmu
sobota, 16 maja 2015
Rozdział 1 Część 2 - Serdeczność
"Życie zawsze się kiedyś kończy, miłość zostaje na zawsze." ~by my
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! :>
Kiedy otworzyłam oczy w pokoju były 2 osoby. Na początku nie mogłam ich rozpoznać, ale kiedy odzyskalam ostrość widzenia zauważyłam że to Cztery i Uriah. Rozmawiali plecami do mnie więc rozejrzalam się po pomieszczeniu. Nigdy w nim nie byłam, ale te zolte ściany, te jaskrawe kolory i ta jasna poswiata wydawały mi się znajome. I ten zapach lawendy...
Probowalam wstać, ale każdy centymetr mojego ciała pulsowal bólem. Zacisnelam zęby i jeknelam cicho. Wtedy chłopcy odwrócili się.
-Hope! Moj Boże!-odparł Uriah i szybko mnie przytulil.
-Ał Ał Ał-powtarzalam-Uri to naprawdę boli!-wrzasnelam i uderzyłam go otwartą dłonią w czoło.
On odskoczyl zaskoczony i zasmial się.
-Nie jest źle. Skoro miała siłę żeby mnie walnac jest już zdrowa.-śmiał się
Najpierw popatrzyłam na niego wzrokiem "jesteś beznadziejny" a potem też się uśmiechnelam.
-Uriah powiedz reszcie. Ja przedstawie jej sytuację.-odparł Cztery a mój przyjaciel kiwnął głową i zniknął za rogiem.-mogę?-pyta i wskazuje na brzeg łóżka.
-jasne-odparłam i przesunęłam sie. Tobias usiadł na nim i westchnął.
-więc, kiedy Eric zaczął z tobą walczyć, ucieklem strazom i pobiegłem do centrum dowodzenia. Eric zemdlal, nie umarł-powiedział patrząc mi w oczy a po jego twarzy przebiegł cień.- wylaczylem symulacje i wyniosłem cię z Siedziby Erudycji. Udało nam się wydostać i dolaczylismy do reszty do pociągu. Pojechaliśmy nim do końca trasy. Uriah... był.. hm. Nieważne ale strasznie się o ciebie martwił. Był jeszcze z nami Ian, Olo i Larissa i Peter, Piątka z Altruizmu i... -zawiesił się
-Iii..?-pytam
-Byli też nasi ojcowie.-odparł i odwrócił wzrok.
Na chwilę mnie zamurowalo, ale widząc stan Tobiasa poprostu go przytulilam. On objal mnie, a ja zauważyłam, że rany nie bolą mnie tak bardzo jak kilka minut temu. A rozciecia na rękach zniknęły. Postanowiłam zająć się tym później.
-Nieustraszeni podzielili się. Połowa połączyła siły z Erudycją, a reszta udała się do Prawości. W Serdeczności możemy jeszcze trochę zostać...-tłumaczyl mi wszystko, a kiedy skończył wypuścił mnie z uścisku.
-posłuchaj Tobias, ja już czuję się lepiej wezmę prysznic i przebiore się. Razem zejdziemy na dół i poradzimy sobie. Okay?-powiedzialam
-Okay.-odparł.
Ucieszyłam się że wierzy że dam sobie rade. Wstałam i miałam wrażenie że z każdą chwilą czuje się lepiej. Szybko poszłam do małej łazienki obok i zauważylam w niej ubrania. Wzięłam prysznic i założyłam blado różową, luźną bluzkę i żółte rurki. To nie był mój kolor ale i tak wyglądałam nieźle. Na nadgarstku z tatuazem zawiązałam chustę, a włosy spielam w kok ukrywając w nim fioletowe końcówki. Czułam się dziwnie bez czerni Nieustraszonych, jakby naga. Wyszłam z łazienki i dopiero teraz zwrocilam uwagę na to Że Tobias też jest przebrany w barwy Serdeczności.
-idziemy?-zapytałam
-tak-odparł i ruszyliśmy w stronę drzwi.
Słońce pprzyjemnie prażyło nasze ciała, , kiedy wyszliśmy z budynku. Wszyscy zajęci byli pracą i tylko niektóre twarze zwróciły się ku nam zeby popatrzeć na nas badawczo, lecz większość posłała nam szczere uśmiechy. Zapach trawy, kwiatów i owoców kojarzył mi się z dzieciństwem, a widok pochylonych ludzi zbierających warzywa oraz wspinajacych się na drzewa przypomniało mi jaka byłam szczęśliwa po za murami miasta. Dzięki temu że pomagała tu moja rodzina to miejsce nie było mi obce. Uśmiechnelam się i zauważyłam opaloną blondynke w moim wieku. Jej policzki były usiane piegami, a na lewym ramieniu widniało zname w kształcie pol ksiezyca. Dziewczyna przyglądala mi się z niepokojem ale i ciekawoscia. Rozpoznałam w niej dziecko które kilka lat temu śmigalo jak burza po sadzie raniąc bose stopy. Pewnego dnia wpadła do studni i kiedy poszłam po wode usłyszałam jak płacze i odwiazalam linę z wiaderka. Rzuciłem ją jej i wyciągnęłam ją.
Podeszłam do niej powoli, a ona zmieszana bladzila wzrokiem po otoczeniu.
-Hej Adeline-powiedziałam, a ona zatrzymala wzrok na moich oczach.
-Susie to ty?-zapytała śmielej
-taak-odparłam, a wtedy ona przytulila mnie.
Zesztywnialam, lecz po chwili odwzajemnilam uścisk. Blondynka oderwala się ode mnie i zaczęła gadać jak szalona.
-jezu jak ty wyroslas! Jesteś taka ładna! A ten kolor idealnie podkreśla twoje oczy. Co robisz w Serdeczności? A no tak! Głupie pytanie! Pewnie ci cięzko.. ale nie martw się wszystko wróci do normy! Możecie zostać u nas ile chcecie! Super prawda? Chciałabym zobaczyć cię w czerni Nieustraszonych! Trochę się was balam ale teraz was podziwiam! Jesteście mega!-trajkotala
-eee.. Adeline spokojnie, wolniej-zasmialam się, a wtedy ktoś położył dłoń na moim ramieniu.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Czterego.
-hej, poznaj moją znajomą z dzieciństwa Adeline, Adeline to jest Cztery.-przedstawiłam ich
-cześć-odparła szesnastolatka jak mała mysz.
-przepraszam Adel ale muszę już iść.-odparłam
-mhm-wydukala.
-miło było cię poznać-powiedział Cztery, a ona zarumienila się.
Skrzywilam się. Tobias jej się podoba. Tylko dlaczego mnie to tak wkurza?
-choć-burknelam i złapałam Czterego za nadgarstek.
Kiedy byliśmy już dalej zapytał.
-o co chodzi?
-o nic.-odrzeklam zirytowana i dodalam- co mamy robić?
-ja muszę przynieść wodę, a ty idź zrywać owoce. -powiedział- za godzinę spotkamy się kolo starej jabłoni, wszyscy Nieustraszeni-dodał ciszej.
Kiwnelam głową i poszłam w stronę drzew.
O 18 byłam na wskazanym miejscu. Oparlam się o pień drzewa i zamknelam oczy. Wzięłam głęboki oddech i kiedy usłyszałam czyjś głos podskoczyłam.
-cześć, już nie jesteś aż taka czujna?-pytał Ian.
-Boże! Mógłbyś się tak nie skradac!? -zapytałam zdziwiona
-mógłbym, ale wtedy byłoby nudno-powiedział i ukazał szeregowy białych zębów.
Parsknelam śmiechem.
-Akurat na nudę nie mam co narzekać-powiedziałam, a wtedy podszedł do nas Uriah.
-Cześć-powiedział i utkwił wzrok w Ianie.
-Hej Uri-powiedziałam
Po kilku minutach wszyscy już byli na miejscu.
-jesteśmy już wszyscy, o co chodzi Cztery?-pytam
-musimy opracować plan działania.-powiedział Tobias
-mhm.-mruknelam- czyli ile możemy zostać?-pytam
-nie wiecej niż trzy dni -odparł ponuro Uriah
-myślę że powinniśmy iść do Prawości.-powiedział Ian
-a co? Chcesz wrócić na stare śmieci?-pyta z kpiną Peter
Zwrocilam wzrok ku Brunetowi ktory zacisnął szczękę. Widziałam błysk w jego oku i napięte mięśnie. Może on też ma złe wspomnienia ze starej frakcji?
-uważam że to dobry pomysł-mówię, a Peter posyła mi groźny wzrok.
-no nie wiem-powiedział Cztery- nie mamy gwarancji że przyjmą nas tam z otwartymi ramionami...
Wszyscy wymienili swoje poglądy i pomysły, lecz gdy miałam walczyć o idee pójścia do Prawości zauważyłam na oko pięciolatkę chowajaca się za drzewem nieopodal nas. Przechyliłam głowę i powoli szlam w jej stronę. Nikt tego nie zauważył, bo Uriah i Peter kłócili się zawzięcie a Tobias próbował ich uspokoić. Kucnelam przed malutką blondynką i uśmiechnelam się. Bała się nas. Jej brązowe oczka zajrzały w moje.
-hej, kochanie, coś się stało?-zapytałam delikatnie
-Bo ja siem chciam ciebie zapyta czy opowiedzialabys nam bajczke?- sepleniła
-ja?-zapytałam zdziwiona
-mhhmm, bo Sztella nam mówila ze ty dobse opowadas-uśmiechnela się - ja jestem Anaa-powiedziała
-jasne że wam opowiem-odparłam
Dziewczynka rozpromienila się, a ja popatrzyłam na zegarek. Była 20:47. Wzięłam Anae na ręce i podeszłam do Nieustraszonych. Mała wtulila się we mnie chowając twarz w moim ramieniu.
-słuchajcie, muszę coś załatwić. Uriah powiesz mi co ustaliliście.-powiedziałam i mimo pytajacych wzrokow odwróciłam się i odeszłam.
-to tutaj-powiedziała Anee i postawiłam ją na ziemi. Wzięła mnie za rękę i wprowadziła do małej chatki z brązowego drewna.
Kiedy przekroczyłam próg domu zauważyłam że jest nim strasznie ciepło. Wszedzie były posłania z siana.
Gdy dzieci mnie zobaczyly zaczęły się śmiać i podbiegac do mnie.
-Susie!-pisnela jakas dziewczynka o czarnych włosach.
-Hej- powiedziałam i usmiechnelam się.
Dzieci pociągnęły mnie za ręce i ustanowiłam się na beli siana. Maluchy pomiędzy 4 a 10 rokiem życia usiadły na przeciwko mnie. Chłopczyk z pyzatą buzią pociągnął za moją nogawke.
-Pokazesz nam swoje fioletowe włosy w końcach?-zapytał i zrobił minę szczeniaczka.
Skąd aż tyle o mnie wiedzą!?
-dobrze-zasmialam się i rozpuscilam włosy.
Dzieci wydały z siebie pomruk zachwytu kiedy fioletowo brązowe loki opadły mi na ramiona.
-a tatuaże!!-zawołała jakaś dziewczynka w czerwonej sukience.
Odwiazalam chustę i pokazałam im malunek. Wszyscy byli zachwyceni.
-o czym chcecie bajkę? -Zapytałam
-o pieskuuu!-jeknela Anaa, a ja Usiadlam na ziemi obok dzieciakow.
-o robotach!!-powiedział ktoś
-o rakiecie!-mówił kolejny
-dobrzee! Bedzie o piesku, robotach i rakiecie, ale polozcie się. Raz raz!-powiedziałam, a oni wykonali moje polecenie. Tylko Anee i dwie inne dziewczynki przytulily się do mnie, a ta pierwsza usadowila się na moich kolanach.
-Był sobie pewen pies o imieniu Rory. Jego rodzice zostali zabrani do innych domów i od tego czasu Rory był bardzo samotny. Któregoś dnia przyszli panowie w bialych ubraniach i zaczęli ważyć i mierzyć psa. Potem zabrali go do wielkiego budynku i dowiedzial sie że leci w kosmos. Ubrani go w specjalny kostium i dali zapas chrupek. Potem wsadzili go do ogromnej niebieskiej rakiety i po kilku godzinach był już na księżycu. Zwierze wesołe wyszło z rakiety i zobaczylo tam roboty, które podeszły do niego i powiedziały "dirlidudufyfisnn?"-powiedziałam i polaskotalam Anee, wszyscy zasmiali się.-Rory zaszczekal i powiedział : "przepraszam, ale nie znam robotowego jezyka, znacie może angielski?"zapytał. "Tak." Odpowiedzieli, a pies ucieszyl się. Wszyscy się zaprzyjaznili a Rory zostal na ksiezycu na zawsze i od tego czasu wilki wyją do księżyca. Koniec.-powiedziałam
Wszyscy już spali, oprócz Anee. Wstalam i zgasilam światło. Kiedy miałam wyjść dziewczynka powiedziała:
-Susie? Zostaniesz ze mną?-zapytała, a ja kiwnelam głową. Polozylam się obok niej i delikatnie glaskalam ją po główce. Po chwili usłyszalam ciche pochrapywanie. Uśmiechnęłam się i uswiadonilam sobie że chcialabym mieć córeczkę. Pogrążona w rozmyslaniach usnelam.
Perspektywa Tobiasa
Wszędzie szukalem Hope, lecz bez rezultatu. W końcu trafilem do małej chatki i wszedłem do niej. Zobaczylem w niej spiace dzieci i ją.Susie leżała na sianie, a blask księżyca oswietlal jej twarz. Przytulala ja jakaś dziewczynka a ja myślem tylko o tym jaka jest piękna. Kucnalem obok niej i pogladzilem jej policzek. Nie mogąc się powstrzymac musnalem delikatnie wcześniej dotkniete miejsce. Potem dokonałem delikatnie jej ramienia i potrzasnalem nim lekko. Hope powoli otworzyła swoje lsniace, zaspane oczy i popatrzyła na mnie.
-choć Hope-powiedziałem tak cicho jak moglem.
-mhm-mruknela i zsunela z siebie rękę malej.
Pomoglem jej wstać i zdjalem z siebie bluzę która dostałem oraz założyłem ją jej na plecy. Ona poslala mi spojrzenie pelne wdzięczności i szczelniej opatulila się nią. Jej usta nadal drgaly, a palce trzęsły się więc objalem ją ramieniem. Kiedy doszlismy na miejsce, a mianowicie do pokoju w którym leżałam nieprzytomna nie przebierajac się wslizgnela się pod kołdrę. Pocałowałem ją w czoło i powiedziałem
-Dobranoc
-Cztery?-zapytała
-tak?
-położysz się ze mną? -powiedziała, a moje serce zabiło mocniej.- boje sie zostać sama..
-jasne-powiedziałem i położyłem się obok niej, a ona wtulila się w mój tors. Objalem ją i po chwili Hope zaczęła miarowo oddychać.
Perspektywa Hope
Po pewnym czasie obudził mnie szelest i kogoś szept. Wzdrygnelam się i miałam wrażenie że odgłos pochodzi z moich uszu.
-Hope? halo jesteś tam?-pytał głos przypominajacy Erica.
Zaraz... dotknelam swoich kolczykow.
-Halo? Eric? -szepnelam
-Hope! Bogu dzieki. Posłuchaj mnie uważnie, kochanie. -rzekł poważnie. - jutro po was jedziemy. Uciekajcie. -powiedział, a ja dodalam.
-ile mamy czasu?
-malo.-powiedział a ja Wzdrygnelam się.
-------------------------------------------
Hej! Cos tam wyskrobalam ^^ kolczyki wyjasnione C: czekam na opinię. Byloby dłuższe, ale idę spać bo jutro jadę na wystawę z psem *-* dzięki za 6.000 tyś. Wyświetlen!!!
Pozdrawiam
M.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! :>
Kiedy otworzyłam oczy w pokoju były 2 osoby. Na początku nie mogłam ich rozpoznać, ale kiedy odzyskalam ostrość widzenia zauważyłam że to Cztery i Uriah. Rozmawiali plecami do mnie więc rozejrzalam się po pomieszczeniu. Nigdy w nim nie byłam, ale te zolte ściany, te jaskrawe kolory i ta jasna poswiata wydawały mi się znajome. I ten zapach lawendy...
Probowalam wstać, ale każdy centymetr mojego ciała pulsowal bólem. Zacisnelam zęby i jeknelam cicho. Wtedy chłopcy odwrócili się.
-Hope! Moj Boże!-odparł Uriah i szybko mnie przytulil.
-Ał Ał Ał-powtarzalam-Uri to naprawdę boli!-wrzasnelam i uderzyłam go otwartą dłonią w czoło.
On odskoczyl zaskoczony i zasmial się.
-Nie jest źle. Skoro miała siłę żeby mnie walnac jest już zdrowa.-śmiał się
Najpierw popatrzyłam na niego wzrokiem "jesteś beznadziejny" a potem też się uśmiechnelam.
-Uriah powiedz reszcie. Ja przedstawie jej sytuację.-odparł Cztery a mój przyjaciel kiwnął głową i zniknął za rogiem.-mogę?-pyta i wskazuje na brzeg łóżka.
-jasne-odparłam i przesunęłam sie. Tobias usiadł na nim i westchnął.
-więc, kiedy Eric zaczął z tobą walczyć, ucieklem strazom i pobiegłem do centrum dowodzenia. Eric zemdlal, nie umarł-powiedział patrząc mi w oczy a po jego twarzy przebiegł cień.- wylaczylem symulacje i wyniosłem cię z Siedziby Erudycji. Udało nam się wydostać i dolaczylismy do reszty do pociągu. Pojechaliśmy nim do końca trasy. Uriah... był.. hm. Nieważne ale strasznie się o ciebie martwił. Był jeszcze z nami Ian, Olo i Larissa i Peter, Piątka z Altruizmu i... -zawiesił się
-Iii..?-pytam
-Byli też nasi ojcowie.-odparł i odwrócił wzrok.
Na chwilę mnie zamurowalo, ale widząc stan Tobiasa poprostu go przytulilam. On objal mnie, a ja zauważyłam, że rany nie bolą mnie tak bardzo jak kilka minut temu. A rozciecia na rękach zniknęły. Postanowiłam zająć się tym później.
-Nieustraszeni podzielili się. Połowa połączyła siły z Erudycją, a reszta udała się do Prawości. W Serdeczności możemy jeszcze trochę zostać...-tłumaczyl mi wszystko, a kiedy skończył wypuścił mnie z uścisku.
-posłuchaj Tobias, ja już czuję się lepiej wezmę prysznic i przebiore się. Razem zejdziemy na dół i poradzimy sobie. Okay?-powiedzialam
-Okay.-odparł.
Ucieszyłam się że wierzy że dam sobie rade. Wstałam i miałam wrażenie że z każdą chwilą czuje się lepiej. Szybko poszłam do małej łazienki obok i zauważylam w niej ubrania. Wzięłam prysznic i założyłam blado różową, luźną bluzkę i żółte rurki. To nie był mój kolor ale i tak wyglądałam nieźle. Na nadgarstku z tatuazem zawiązałam chustę, a włosy spielam w kok ukrywając w nim fioletowe końcówki. Czułam się dziwnie bez czerni Nieustraszonych, jakby naga. Wyszłam z łazienki i dopiero teraz zwrocilam uwagę na to Że Tobias też jest przebrany w barwy Serdeczności.
-idziemy?-zapytałam
-tak-odparł i ruszyliśmy w stronę drzwi.
Słońce pprzyjemnie prażyło nasze ciała, , kiedy wyszliśmy z budynku. Wszyscy zajęci byli pracą i tylko niektóre twarze zwróciły się ku nam zeby popatrzeć na nas badawczo, lecz większość posłała nam szczere uśmiechy. Zapach trawy, kwiatów i owoców kojarzył mi się z dzieciństwem, a widok pochylonych ludzi zbierających warzywa oraz wspinajacych się na drzewa przypomniało mi jaka byłam szczęśliwa po za murami miasta. Dzięki temu że pomagała tu moja rodzina to miejsce nie było mi obce. Uśmiechnelam się i zauważyłam opaloną blondynke w moim wieku. Jej policzki były usiane piegami, a na lewym ramieniu widniało zname w kształcie pol ksiezyca. Dziewczyna przyglądala mi się z niepokojem ale i ciekawoscia. Rozpoznałam w niej dziecko które kilka lat temu śmigalo jak burza po sadzie raniąc bose stopy. Pewnego dnia wpadła do studni i kiedy poszłam po wode usłyszałam jak płacze i odwiazalam linę z wiaderka. Rzuciłem ją jej i wyciągnęłam ją.
Podeszłam do niej powoli, a ona zmieszana bladzila wzrokiem po otoczeniu.
-Hej Adeline-powiedziałam, a ona zatrzymala wzrok na moich oczach.
-Susie to ty?-zapytała śmielej
-taak-odparłam, a wtedy ona przytulila mnie.
Zesztywnialam, lecz po chwili odwzajemnilam uścisk. Blondynka oderwala się ode mnie i zaczęła gadać jak szalona.
-jezu jak ty wyroslas! Jesteś taka ładna! A ten kolor idealnie podkreśla twoje oczy. Co robisz w Serdeczności? A no tak! Głupie pytanie! Pewnie ci cięzko.. ale nie martw się wszystko wróci do normy! Możecie zostać u nas ile chcecie! Super prawda? Chciałabym zobaczyć cię w czerni Nieustraszonych! Trochę się was balam ale teraz was podziwiam! Jesteście mega!-trajkotala
-eee.. Adeline spokojnie, wolniej-zasmialam się, a wtedy ktoś położył dłoń na moim ramieniu.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Czterego.
-hej, poznaj moją znajomą z dzieciństwa Adeline, Adeline to jest Cztery.-przedstawiłam ich
-cześć-odparła szesnastolatka jak mała mysz.
-przepraszam Adel ale muszę już iść.-odparłam
-mhm-wydukala.
-miło było cię poznać-powiedział Cztery, a ona zarumienila się.
Skrzywilam się. Tobias jej się podoba. Tylko dlaczego mnie to tak wkurza?
-choć-burknelam i złapałam Czterego za nadgarstek.
Kiedy byliśmy już dalej zapytał.
-o co chodzi?
-o nic.-odrzeklam zirytowana i dodalam- co mamy robić?
-ja muszę przynieść wodę, a ty idź zrywać owoce. -powiedział- za godzinę spotkamy się kolo starej jabłoni, wszyscy Nieustraszeni-dodał ciszej.
Kiwnelam głową i poszłam w stronę drzew.
O 18 byłam na wskazanym miejscu. Oparlam się o pień drzewa i zamknelam oczy. Wzięłam głęboki oddech i kiedy usłyszałam czyjś głos podskoczyłam.
-cześć, już nie jesteś aż taka czujna?-pytał Ian.
-Boże! Mógłbyś się tak nie skradac!? -zapytałam zdziwiona
-mógłbym, ale wtedy byłoby nudno-powiedział i ukazał szeregowy białych zębów.
Parsknelam śmiechem.
-Akurat na nudę nie mam co narzekać-powiedziałam, a wtedy podszedł do nas Uriah.
-Cześć-powiedział i utkwił wzrok w Ianie.
-Hej Uri-powiedziałam
Po kilku minutach wszyscy już byli na miejscu.
-jesteśmy już wszyscy, o co chodzi Cztery?-pytam
-musimy opracować plan działania.-powiedział Tobias
-mhm.-mruknelam- czyli ile możemy zostać?-pytam
-nie wiecej niż trzy dni -odparł ponuro Uriah
-myślę że powinniśmy iść do Prawości.-powiedział Ian
-a co? Chcesz wrócić na stare śmieci?-pyta z kpiną Peter
Zwrocilam wzrok ku Brunetowi ktory zacisnął szczękę. Widziałam błysk w jego oku i napięte mięśnie. Może on też ma złe wspomnienia ze starej frakcji?
-uważam że to dobry pomysł-mówię, a Peter posyła mi groźny wzrok.
-no nie wiem-powiedział Cztery- nie mamy gwarancji że przyjmą nas tam z otwartymi ramionami...
Wszyscy wymienili swoje poglądy i pomysły, lecz gdy miałam walczyć o idee pójścia do Prawości zauważyłam na oko pięciolatkę chowajaca się za drzewem nieopodal nas. Przechyliłam głowę i powoli szlam w jej stronę. Nikt tego nie zauważył, bo Uriah i Peter kłócili się zawzięcie a Tobias próbował ich uspokoić. Kucnelam przed malutką blondynką i uśmiechnelam się. Bała się nas. Jej brązowe oczka zajrzały w moje.
-hej, kochanie, coś się stało?-zapytałam delikatnie
-Bo ja siem chciam ciebie zapyta czy opowiedzialabys nam bajczke?- sepleniła
-ja?-zapytałam zdziwiona
-mhhmm, bo Sztella nam mówila ze ty dobse opowadas-uśmiechnela się - ja jestem Anaa-powiedziała
-jasne że wam opowiem-odparłam
Dziewczynka rozpromienila się, a ja popatrzyłam na zegarek. Była 20:47. Wzięłam Anae na ręce i podeszłam do Nieustraszonych. Mała wtulila się we mnie chowając twarz w moim ramieniu.
-słuchajcie, muszę coś załatwić. Uriah powiesz mi co ustaliliście.-powiedziałam i mimo pytajacych wzrokow odwróciłam się i odeszłam.
-to tutaj-powiedziała Anee i postawiłam ją na ziemi. Wzięła mnie za rękę i wprowadziła do małej chatki z brązowego drewna.
Kiedy przekroczyłam próg domu zauważyłam że jest nim strasznie ciepło. Wszedzie były posłania z siana.
Gdy dzieci mnie zobaczyly zaczęły się śmiać i podbiegac do mnie.
-Susie!-pisnela jakas dziewczynka o czarnych włosach.
-Hej- powiedziałam i usmiechnelam się.
Dzieci pociągnęły mnie za ręce i ustanowiłam się na beli siana. Maluchy pomiędzy 4 a 10 rokiem życia usiadły na przeciwko mnie. Chłopczyk z pyzatą buzią pociągnął za moją nogawke.
-Pokazesz nam swoje fioletowe włosy w końcach?-zapytał i zrobił minę szczeniaczka.
Skąd aż tyle o mnie wiedzą!?
-dobrze-zasmialam się i rozpuscilam włosy.
Dzieci wydały z siebie pomruk zachwytu kiedy fioletowo brązowe loki opadły mi na ramiona.
-a tatuaże!!-zawołała jakaś dziewczynka w czerwonej sukience.
Odwiazalam chustę i pokazałam im malunek. Wszyscy byli zachwyceni.
-o czym chcecie bajkę? -Zapytałam
-o pieskuuu!-jeknela Anaa, a ja Usiadlam na ziemi obok dzieciakow.
-o robotach!!-powiedział ktoś
-o rakiecie!-mówił kolejny
-dobrzee! Bedzie o piesku, robotach i rakiecie, ale polozcie się. Raz raz!-powiedziałam, a oni wykonali moje polecenie. Tylko Anee i dwie inne dziewczynki przytulily się do mnie, a ta pierwsza usadowila się na moich kolanach.
-Był sobie pewen pies o imieniu Rory. Jego rodzice zostali zabrani do innych domów i od tego czasu Rory był bardzo samotny. Któregoś dnia przyszli panowie w bialych ubraniach i zaczęli ważyć i mierzyć psa. Potem zabrali go do wielkiego budynku i dowiedzial sie że leci w kosmos. Ubrani go w specjalny kostium i dali zapas chrupek. Potem wsadzili go do ogromnej niebieskiej rakiety i po kilku godzinach był już na księżycu. Zwierze wesołe wyszło z rakiety i zobaczylo tam roboty, które podeszły do niego i powiedziały "dirlidudufyfisnn?"-powiedziałam i polaskotalam Anee, wszyscy zasmiali się.-Rory zaszczekal i powiedział : "przepraszam, ale nie znam robotowego jezyka, znacie może angielski?"zapytał. "Tak." Odpowiedzieli, a pies ucieszyl się. Wszyscy się zaprzyjaznili a Rory zostal na ksiezycu na zawsze i od tego czasu wilki wyją do księżyca. Koniec.-powiedziałam
Wszyscy już spali, oprócz Anee. Wstalam i zgasilam światło. Kiedy miałam wyjść dziewczynka powiedziała:
-Susie? Zostaniesz ze mną?-zapytała, a ja kiwnelam głową. Polozylam się obok niej i delikatnie glaskalam ją po główce. Po chwili usłyszalam ciche pochrapywanie. Uśmiechnęłam się i uswiadonilam sobie że chcialabym mieć córeczkę. Pogrążona w rozmyslaniach usnelam.
Perspektywa Tobiasa
Wszędzie szukalem Hope, lecz bez rezultatu. W końcu trafilem do małej chatki i wszedłem do niej. Zobaczylem w niej spiace dzieci i ją.Susie leżała na sianie, a blask księżyca oswietlal jej twarz. Przytulala ja jakaś dziewczynka a ja myślem tylko o tym jaka jest piękna. Kucnalem obok niej i pogladzilem jej policzek. Nie mogąc się powstrzymac musnalem delikatnie wcześniej dotkniete miejsce. Potem dokonałem delikatnie jej ramienia i potrzasnalem nim lekko. Hope powoli otworzyła swoje lsniace, zaspane oczy i popatrzyła na mnie.
-choć Hope-powiedziałem tak cicho jak moglem.
-mhm-mruknela i zsunela z siebie rękę malej.
Pomoglem jej wstać i zdjalem z siebie bluzę która dostałem oraz założyłem ją jej na plecy. Ona poslala mi spojrzenie pelne wdzięczności i szczelniej opatulila się nią. Jej usta nadal drgaly, a palce trzęsły się więc objalem ją ramieniem. Kiedy doszlismy na miejsce, a mianowicie do pokoju w którym leżałam nieprzytomna nie przebierajac się wslizgnela się pod kołdrę. Pocałowałem ją w czoło i powiedziałem
-Dobranoc
-Cztery?-zapytała
-tak?
-położysz się ze mną? -powiedziała, a moje serce zabiło mocniej.- boje sie zostać sama..
-jasne-powiedziałem i położyłem się obok niej, a ona wtulila się w mój tors. Objalem ją i po chwili Hope zaczęła miarowo oddychać.
Perspektywa Hope
Po pewnym czasie obudził mnie szelest i kogoś szept. Wzdrygnelam się i miałam wrażenie że odgłos pochodzi z moich uszu.
-Hope? halo jesteś tam?-pytał głos przypominajacy Erica.
Zaraz... dotknelam swoich kolczykow.
-Halo? Eric? -szepnelam
-Hope! Bogu dzieki. Posłuchaj mnie uważnie, kochanie. -rzekł poważnie. - jutro po was jedziemy. Uciekajcie. -powiedział, a ja dodalam.
-ile mamy czasu?
-malo.-powiedział a ja Wzdrygnelam się.
-------------------------------------------
Hej! Cos tam wyskrobalam ^^ kolczyki wyjasnione C: czekam na opinię. Byloby dłuższe, ale idę spać bo jutro jadę na wystawę z psem *-* dzięki za 6.000 tyś. Wyświetlen!!!
Pozdrawiam
M.
poniedziałek, 4 maja 2015
Rozdział 30 - Wolność
"Jeśli kogoś kochasz dasz mu odejść, a jeśli pragnie wolności bardziej niż miłości nie wróci." ~by me
CZYTASZ=KOMENTUJESZ ♥,
Wolność. To magiczne i rzadkie uczucie. Zawsze jesteśmy od czegoś zależni. Od rodziców, przyjaciół, obowiązków, obietnic, frakcji. Myślałam że jeśli zmienię tą ostatnią, będę wolna. Niestety. Myliłam się. Pojawiły się nowe oczekiwania, tajemnice i bliscy. Więc co jest wolnością? Śmierć? Zadając ból innym nie uwolnimy się od uczuć. Przez pewien czas myślałam że to miłość, ale ona też trzyma nas na smyczy jak psa który musi wiernie stać przy drugiej osobie. Może to przyjaźń? Nie... ona również zamyka nas w klatce niepewności. Marzenia, Cele, Wolna wola i możliwość wyborów. To jest wolność. Chciałam uciekać, zostawić wszystko w tyle, ale myśl ze oni, pozbawieni życia w szeregu martwych oczu i pustych ciał ruszają wysysać innym duszę była zbyt okrutna. Szarość i Czerwień zlewały się na chodnikach w morze śmierci. Niebo tez zbuntowało się przeciwko słońcu i przywołało swoich puchatych poddanych aby uwięziły gwiazdę lśniącą blaskiem w pułapce z mgły. Teraz kula płacze, a jej łzy rozmywają szkarłat na betonie. Krwawa pręga widnieje na plecach czarnego wojownika z kulą w dłoni. Przyrząd zagłady ciążył mi w dłoniach, a stopy wgniatały się w mokrą ziemię. Wiatr chłostał nas po twarzy, a czerwień przyprószyła moje policzki. Pot ściekał po mojej szyi i czole, a oddech przyspieszył.
-Gdzie idziemy?-zapytałam dysząc.- Do Erudycji?
-Tak. Jak się domyslilas to bomba gazowa, usypia wszystkich w promieniu kilometra. Nie działa na Niezgodnych.-dodał i wymieniliśmy spojrzenia.
-Co mam robic?-zapytałam
-Kiedy ja odpale bombe,nikt nie bedzie nic widział, a ty pójdziesz w prawo..-zaczal -
-Gdzie mam być?-pytam
-w centrum dowodzenia.-odparł
-spoko trafie, znam na pamięć rozkład tego kloca.-powiedziałam. -kiedy tam będę, to mam zabrać dysk, zabić Jeanine, rozwalic coś? -proponuje
-zniszcz dysk i poczekaj na mnie. Możesz spróbować zatrzymać symulacje...
-Okay-rzuciłam-Tobias? Wiesz że to trzeba zabandarzowac?-powiedziałam.
-przestan, to nie jest teraz ważne.-odparł i wbiegł do kwatery.
Siedziałam cicho za jakimś budynkiem i zakrywalam uszy dłońmi. Kuliłam się na dźwięk każdego strzału a kolejna łza zdobila podłoże pod moimi stopami. Każdy z tych dźwięków może być odgłosem śmierci Tobiasa, albo kolejnego Altruisty. A ja? Siedzę i czekam, przecież mogę coś zrobić. I wtedy słyszę oszalamiajacy huk. Wzdrygam się, a siła uderzenia pcha mnie na ścianę za mną. Przez chwilę boję się że nikt nie przeżył ekesplozji, ale moje wątpliwości znikają gdy widzę wybiegających ludzi. Chwytam za pistolet i szybko pędze w stronę wejścia. Mijam przerażonych Erudytów i kiedy mam przekroczyć próg ktoś łapie mnie za ramię i wbija w nie paznokcie tak mocno, że po chwili czuję sciekajacą krew. Krzycze przez zęby, ale mimo to uderzam napastnika lufą w głowę. To znaczy, chyba. Biegne dalej i staram się nie myśleć o bólu. Dym jest wszędzie, wdziera się do moich płuc i drażni przelyk. Kaszle i potykam się o jakiś kabel. Moja dłoń wpada w jakaś substancję i czuję jak pojawiają się na niej pęcherzyki. Zaciskam usta w wąską linijke i wstaje. Ból sprawia że na chwilę przed oczami widzę ciemność. Jestem w laboratorium. Nikogo nie ma w sterylnie czystym pomieszczeniu, a przedemną był ogromny ekran. Na nim widoczne były różne lsniace linie i kropki, a w malych okienkach pojawiały się obrazy z sektoru Altruizmu. Westchnelam i szybko podbieglam do maszyny. Zauważyłam panel kontrolny i probowalam coś z niego odczytać, wciskalam rozne guziki ii kiedy bylam blisko usunięcia programu coś ciężkiego uderzyło mnie w plecy. Upadłam i poczułam kolano przyciskajace mój kręgosłup. Czułam kogoś oddech na mojej sszyi i wzdrygnelam się.
-Myślałaś że jestem taka głupia żeby nie przewidzieć tej sytuacji?-usłyszalam smiech Jeanine
-Gdzie jest Cztery?-chrypie
-Nie martw się o swojego przyjaciela, jest czymś w rodzaju narzędzia do testów. Póki się nie zużyje będzie żyć. -zasmiala sie.
Próbowałam sie wyrwać, lecz wtedy zakuli mi nadgarstki w kajdanki i postawili na nogi.
-przepraszam Hope-usłyszalam szept Erica.
Moje wargi rozchylily się z wrażenia, lecz zaraz poczułam gniew.
-Co zrobilaś Ericowi!.-wrzasnelam
-nic Poprostu musiałam zrobić z niego zabawke zagłady, aby nie stawiał się więcej. -mówiła, a ja oplulam ją. Jej twarz wykrzywila sie i warknela-z przyjemnością bede patrzeć jak zdychasz u moich stóp.
-jak możesz być taka bez serca, co?-pytam-kiedyś byłaś dla mnie wzorem. Chciałambyć taka jak ty, posiadać wiedzę większą od innych, ale w miarę jak rosłam widziałam twoją drugą twarz, zaczęłam zbierać informacje, dzięki tobie nauczyłam się obserwować różne rzeczy, ale i ty popelniasz błędy. Jednym z nich jest to że nie potrafisz docenić swojego wroga.-odparłam- ale jednego nie rozumiem.-sapnelam i poczułam jak palce Erica zaciskają się na moich, a potem kajdanki się rozluźniają.- dlaczego tak traktujesz swojego syna?-pytam
Eric odskakuje ode mnie na kilka kroków a zdziwienie na jego twarzy przyprawia mnie o dreszcze. Bezglosnie wypowiedzial pytanie "skąd ty?", a ja uwolnilam się.
-Czasem uczuciami da się manipulowac łatwiej niż umysłem-powiedziała, a ja strzelilam ją w ramię. Szybko podbieglam do ekranu i znowu zabrałem się za rozszyfrowywanie kodów i ciągów liczb. Przelotnie zobaczyłam jak Christina przykłada lufę do czoła Alice, dwunastolatki mieszkającej trzy domy ode mnie. Wcisnelam ostatnią literę ciągu i ciała Nieustraszonych zastygly. Jeanine jeknela:
-to jeszcze Niee koniec! -wcisnela koralik na swojej branzoletce i w oczach Erica zauważyłam zmianę. Jego mięśnie spiely się i ruszył w moją stronę. Moje palce szybko poruszały się po klawiaturze, ale nie zdarzyłam. Eric uderzyl mnie pięścią w brzuch i upadlam na plecy. Jego oczy błysnęły czerwienią. Szybko wstalam i podcielam go po czym kopnelam go stopą w brzuch. On złapał mnie za nogę i popchnal do tyłu. Zrobiłam przewrót przez ramię i zaamachnelam się a on Dostał pięścią w szczękę. Jego palce wsunely się w moją ranę na ramieniu i scisnely mnie mocno. Wrzasnelam i zakrecilo mi się w głowie. Uświadomilam sobie jedną oczywistą rzecz. Nie jestem nieśmiertelna! Osunelam się na kolana, a jego pięść uderzyła mnie w głowę. Upadłam i poczułam krew w ustach. Nie miałam siły. Nie mogłam nawet spojrzeć w oczy Erica bo nie były jego. Wziął pistolet do ręki i przyłożył lufę do mojego czoła. To koniec. Zanim zamknelam oczy zauważylam go. Cztery wbiegl do pomieszczenia i zamknal wielkie blaszane drzwi. Z ogromną siłą powalił Erica na ziemię, a napięcie w mojej piersi trochę się zmniejszylo. Moje powieki opadły i słyszałam tylko odgłosy walki. Po kilku minutach poczułam jak rręce wsuwają się pod moje kolana i ręce.
-spokojnie Hope, on żyje.-powiedział cicho.-proszę nie zostawiaj mnie.-dodał, a ja zemdlalam.
Perspektywa Tobiasa:
Siedziałem przy łóżku na którym leżała Hope. Jej stan był naprawdę poważny. Potluczone żebra, rozciety łuk brwiowy okropna rana z tyłu głowy, rozpłatane ramie, poparzona dłoń i poobijana lewa noga. Do tego wymiotowala krwią. Lekarze w Serdeczności mówili że może nie dożyć jutra. Wsunalem swoją dłoń pod jej i pogladzilem delikatnie jej policzek. Żyj, żyj, żyj. Powtarzał głos w moich myślach. Do pokoju wszedł Uriah z miną zabitego psiaka. Wymienilismy spojrzenia.
-Nadal nic?-zapytał
Pokrecilem głową.
-Jest wogóle jakaś nadzieja?-zapytał
-zawsze jest nadzieja.
-ona jest nadzieją -poprawił mnie Uriah, a ja kiwnalem głową.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ...
------------------------
Heej! Jest *-* PETARDA jak sądzę. Mam nadzieje że wam się podoba i czekam na komentarze!!! Mam nadzieję że długość wam odpowiada oraz przepraszam za bledyy pisze na telefonie :) i dziękuję za 5.000 wyświetleń!
Pozdrawiam
M.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ ♥,
Wolność. To magiczne i rzadkie uczucie. Zawsze jesteśmy od czegoś zależni. Od rodziców, przyjaciół, obowiązków, obietnic, frakcji. Myślałam że jeśli zmienię tą ostatnią, będę wolna. Niestety. Myliłam się. Pojawiły się nowe oczekiwania, tajemnice i bliscy. Więc co jest wolnością? Śmierć? Zadając ból innym nie uwolnimy się od uczuć. Przez pewien czas myślałam że to miłość, ale ona też trzyma nas na smyczy jak psa który musi wiernie stać przy drugiej osobie. Może to przyjaźń? Nie... ona również zamyka nas w klatce niepewności. Marzenia, Cele, Wolna wola i możliwość wyborów. To jest wolność. Chciałam uciekać, zostawić wszystko w tyle, ale myśl ze oni, pozbawieni życia w szeregu martwych oczu i pustych ciał ruszają wysysać innym duszę była zbyt okrutna. Szarość i Czerwień zlewały się na chodnikach w morze śmierci. Niebo tez zbuntowało się przeciwko słońcu i przywołało swoich puchatych poddanych aby uwięziły gwiazdę lśniącą blaskiem w pułapce z mgły. Teraz kula płacze, a jej łzy rozmywają szkarłat na betonie. Krwawa pręga widnieje na plecach czarnego wojownika z kulą w dłoni. Przyrząd zagłady ciążył mi w dłoniach, a stopy wgniatały się w mokrą ziemię. Wiatr chłostał nas po twarzy, a czerwień przyprószyła moje policzki. Pot ściekał po mojej szyi i czole, a oddech przyspieszył.
-Gdzie idziemy?-zapytałam dysząc.- Do Erudycji?
-Tak. Jak się domyslilas to bomba gazowa, usypia wszystkich w promieniu kilometra. Nie działa na Niezgodnych.-dodał i wymieniliśmy spojrzenia.
-Co mam robic?-zapytałam
-Kiedy ja odpale bombe,nikt nie bedzie nic widział, a ty pójdziesz w prawo..-zaczal -
-Gdzie mam być?-pytam
-w centrum dowodzenia.-odparł
-spoko trafie, znam na pamięć rozkład tego kloca.-powiedziałam. -kiedy tam będę, to mam zabrać dysk, zabić Jeanine, rozwalic coś? -proponuje
-zniszcz dysk i poczekaj na mnie. Możesz spróbować zatrzymać symulacje...
-Okay-rzuciłam-Tobias? Wiesz że to trzeba zabandarzowac?-powiedziałam.
-przestan, to nie jest teraz ważne.-odparł i wbiegł do kwatery.
Siedziałam cicho za jakimś budynkiem i zakrywalam uszy dłońmi. Kuliłam się na dźwięk każdego strzału a kolejna łza zdobila podłoże pod moimi stopami. Każdy z tych dźwięków może być odgłosem śmierci Tobiasa, albo kolejnego Altruisty. A ja? Siedzę i czekam, przecież mogę coś zrobić. I wtedy słyszę oszalamiajacy huk. Wzdrygam się, a siła uderzenia pcha mnie na ścianę za mną. Przez chwilę boję się że nikt nie przeżył ekesplozji, ale moje wątpliwości znikają gdy widzę wybiegających ludzi. Chwytam za pistolet i szybko pędze w stronę wejścia. Mijam przerażonych Erudytów i kiedy mam przekroczyć próg ktoś łapie mnie za ramię i wbija w nie paznokcie tak mocno, że po chwili czuję sciekajacą krew. Krzycze przez zęby, ale mimo to uderzam napastnika lufą w głowę. To znaczy, chyba. Biegne dalej i staram się nie myśleć o bólu. Dym jest wszędzie, wdziera się do moich płuc i drażni przelyk. Kaszle i potykam się o jakiś kabel. Moja dłoń wpada w jakaś substancję i czuję jak pojawiają się na niej pęcherzyki. Zaciskam usta w wąską linijke i wstaje. Ból sprawia że na chwilę przed oczami widzę ciemność. Jestem w laboratorium. Nikogo nie ma w sterylnie czystym pomieszczeniu, a przedemną był ogromny ekran. Na nim widoczne były różne lsniace linie i kropki, a w malych okienkach pojawiały się obrazy z sektoru Altruizmu. Westchnelam i szybko podbieglam do maszyny. Zauważyłam panel kontrolny i probowalam coś z niego odczytać, wciskalam rozne guziki ii kiedy bylam blisko usunięcia programu coś ciężkiego uderzyło mnie w plecy. Upadłam i poczułam kolano przyciskajace mój kręgosłup. Czułam kogoś oddech na mojej sszyi i wzdrygnelam się.
-Myślałaś że jestem taka głupia żeby nie przewidzieć tej sytuacji?-usłyszalam smiech Jeanine
-Gdzie jest Cztery?-chrypie
-Nie martw się o swojego przyjaciela, jest czymś w rodzaju narzędzia do testów. Póki się nie zużyje będzie żyć. -zasmiala sie.
Próbowałam sie wyrwać, lecz wtedy zakuli mi nadgarstki w kajdanki i postawili na nogi.
-przepraszam Hope-usłyszalam szept Erica.
Moje wargi rozchylily się z wrażenia, lecz zaraz poczułam gniew.
-Co zrobilaś Ericowi!.-wrzasnelam
-nic Poprostu musiałam zrobić z niego zabawke zagłady, aby nie stawiał się więcej. -mówiła, a ja oplulam ją. Jej twarz wykrzywila sie i warknela-z przyjemnością bede patrzeć jak zdychasz u moich stóp.
-jak możesz być taka bez serca, co?-pytam-kiedyś byłaś dla mnie wzorem. Chciałambyć taka jak ty, posiadać wiedzę większą od innych, ale w miarę jak rosłam widziałam twoją drugą twarz, zaczęłam zbierać informacje, dzięki tobie nauczyłam się obserwować różne rzeczy, ale i ty popelniasz błędy. Jednym z nich jest to że nie potrafisz docenić swojego wroga.-odparłam- ale jednego nie rozumiem.-sapnelam i poczułam jak palce Erica zaciskają się na moich, a potem kajdanki się rozluźniają.- dlaczego tak traktujesz swojego syna?-pytam
Eric odskakuje ode mnie na kilka kroków a zdziwienie na jego twarzy przyprawia mnie o dreszcze. Bezglosnie wypowiedzial pytanie "skąd ty?", a ja uwolnilam się.
-Czasem uczuciami da się manipulowac łatwiej niż umysłem-powiedziała, a ja strzelilam ją w ramię. Szybko podbieglam do ekranu i znowu zabrałem się za rozszyfrowywanie kodów i ciągów liczb. Przelotnie zobaczyłam jak Christina przykłada lufę do czoła Alice, dwunastolatki mieszkającej trzy domy ode mnie. Wcisnelam ostatnią literę ciągu i ciała Nieustraszonych zastygly. Jeanine jeknela:
-to jeszcze Niee koniec! -wcisnela koralik na swojej branzoletce i w oczach Erica zauważyłam zmianę. Jego mięśnie spiely się i ruszył w moją stronę. Moje palce szybko poruszały się po klawiaturze, ale nie zdarzyłam. Eric uderzyl mnie pięścią w brzuch i upadlam na plecy. Jego oczy błysnęły czerwienią. Szybko wstalam i podcielam go po czym kopnelam go stopą w brzuch. On złapał mnie za nogę i popchnal do tyłu. Zrobiłam przewrót przez ramię i zaamachnelam się a on Dostał pięścią w szczękę. Jego palce wsunely się w moją ranę na ramieniu i scisnely mnie mocno. Wrzasnelam i zakrecilo mi się w głowie. Uświadomilam sobie jedną oczywistą rzecz. Nie jestem nieśmiertelna! Osunelam się na kolana, a jego pięść uderzyła mnie w głowę. Upadłam i poczułam krew w ustach. Nie miałam siły. Nie mogłam nawet spojrzeć w oczy Erica bo nie były jego. Wziął pistolet do ręki i przyłożył lufę do mojego czoła. To koniec. Zanim zamknelam oczy zauważylam go. Cztery wbiegl do pomieszczenia i zamknal wielkie blaszane drzwi. Z ogromną siłą powalił Erica na ziemię, a napięcie w mojej piersi trochę się zmniejszylo. Moje powieki opadły i słyszałam tylko odgłosy walki. Po kilku minutach poczułam jak rręce wsuwają się pod moje kolana i ręce.
-spokojnie Hope, on żyje.-powiedział cicho.-proszę nie zostawiaj mnie.-dodał, a ja zemdlalam.
Perspektywa Tobiasa:
Siedziałem przy łóżku na którym leżała Hope. Jej stan był naprawdę poważny. Potluczone żebra, rozciety łuk brwiowy okropna rana z tyłu głowy, rozpłatane ramie, poparzona dłoń i poobijana lewa noga. Do tego wymiotowala krwią. Lekarze w Serdeczności mówili że może nie dożyć jutra. Wsunalem swoją dłoń pod jej i pogladzilem delikatnie jej policzek. Żyj, żyj, żyj. Powtarzał głos w moich myślach. Do pokoju wszedł Uriah z miną zabitego psiaka. Wymienilismy spojrzenia.
-Nadal nic?-zapytał
Pokrecilem głową.
-Jest wogóle jakaś nadzieja?-zapytał
-zawsze jest nadzieja.
-ona jest nadzieją -poprawił mnie Uriah, a ja kiwnalem głową.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ...
------------------------
Heej! Jest *-* PETARDA jak sądzę. Mam nadzieje że wam się podoba i czekam na komentarze!!! Mam nadzieję że długość wam odpowiada oraz przepraszam za bledyy pisze na telefonie :) i dziękuję za 5.000 wyświetleń!
Pozdrawiam
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)